w dalszym ciągu choruję na ból głowy
niby końca świata nie ma i nie będzie, a czas ciągle zapierdala. w dodatku mam nieodparte wrażenie, że utkwiłam w tym pośpiechu w martwym punkcie. nie wiem co mnie tak uziemia, trzyma i nie puszcza. zmieniają się okoliczności, a ja ciągle ani kroku w tył, ani w przód i nie mogę znaleźć zupełnie jakiegoś sposobu na uwolnienie się od emocji. walczę ze sobą, gotuje się we mnie, wrze i boli, a w dodatku czuję się obserwowana. przedmioty są zaklęte i nie wierzę, że można nie traktować ich jak pamiątki.po prostu. nie wierzę w to. może dlatego, że zawsze długo zajmowało mi pozbywanie się wspomnień, albo chociaż ukrywanie ich tak dokładnie, aby nie mogły się pojawiać kiedy chcą.
jest grudzień moi drodzy. grudzień to miesiąc zimny i nieprzyjemny. to koniec roku i początek nowych postanowień, o których przy sprzyjającej okazji szybko zapomnę, a chciałabym nie.
Link 02.12.2008 :: 21:53 ko(1)
w jednym czasie biegnie się zawsze po dwóch prostych liniach, które jak w perspektywie prędzej czy później zbiegną się, przetną, skrzyżują. o jednej z tych linii wiemy wszystko o drugiej tylko tyle, ile potrzebujemy wiedzieć w punkcie przecięcia. i tym punktem może być data, człowiek, liczba, nazwisko, imię. to jak uświadamianie sobie inicjałów imion i nazwisk osób, jak np. A. P. która mnie urodziła, jak A. P. o którą się martwię i A. P. z którą się porównuję. wiem, to do nieczego nie prowadzi. tylko się nakręcam, uruchamiam produkcję zbędnych łez, idę płakać do łazienki wieszając pranie-to zawsze uspokaja, to zawsze uspokaja- taka mantra i chuj.
Link 08.10.2008 :: 19:37 ko(0)
pierwszy głód ciebie zaspokajam zupką chińską, przy kolejnym, chwilę później w łazience, wybucham płaczem (kilka łez wsiąka w szary sweter). na balkonie jestem królową. w całym twoim świecie usytuowaną wysoko na dwóch półkach samoskladającej się szafy. pod balkonem ćpuny sprzedają hortensje. jacyś gówniarze ukradli wazon tulipanów pod zielonym dachem rynku.
temperaturę na zewnątrz sprawdzam wychylając się przez balkon i tu powtórzę się- na balkonie jestem królową. w całym twoim świecie usytuowaną wysoko, na trzecim piętrze odrestaurowanej kamienicy.niedawno było lato. nikt nie ufa nowej sytuacji- trzaskającym mrozom na + 10 Celsjusza, jeszcze nie przemalowanym ścianom. więc pojawiłeś się jesienią, albo to ja się pojawiłam(?). wkażdym razie powinnam zapamiętać datę któregoś września jako przełomową. kiedyś byłby to 1-szy teraz chyba 14? mam dziesięć zadrapań na dłoniach. dziesięć małych blizn. dwanaście miesięcy w już nieobcym mieście i żadnej zapadni. tylko w sen i w ciebie. żadnej zbrodni, tylko kilka wobec własnej osoby.
mam ochotę malować. mam ochotę zaprojektować halę targową w gdyni, mam ochotę wydać własną książkę, znowu malować, zrobić jakiś trwały ślad, postawić w zdaniu kropkę, tak, żeby go nie kończyć
Link 17.09.2008 :: 23:53 ko(0)
wiesz, to jest tak jak jedzenie tylko połowy śniadania, picie połowy kubka herbaty, palenia połowy papierosa, jak pół dnia, nocy, filmu, jak połowa wypłaty, jak jedno szklo w okularach, dajmy na to twoich. to jest jak dwudrzwiowa szafa z jednymi drzwiami, jak samochód na dwóch kolach, jak dwa głośniki z których jeden nie działa, jak to że nic więcej nie przychodzi mi do glowy, a gdybyś tu byl pewnie byłoby tego więcej.
kryzys. nie mówię, że jest i nie mówię, że go nie ma. mam dylemat na co wydać swoje jedyne pieniądze. jedyne, czyli zloty czterdzieści które od trzech dni leżą na dnie mojego portfela i przez trzy dni sterują całym moim trzydniowym życiem. to jedyny dylemat, obiecuję.
Link 02.09.2008 :: 13:40 ko(0)
jaką siłę ma przejeżdżający tramwaj, że wprawia w drżenie podłogę twojego pokoju?albo raczej, jak kruchą konstrukcją musi być ta kamienica i wszystkie dookoła zbudowane tuż przy torach?
urządziłam ten pokój według własnych reguł- kontrast, kontrast, kontrast- jak ten za oknem na który spoglądam w dól z balkonu.
jestem prawie jak królowa.
Link 20.08.2008 :: 21:22 ko(0)
tak, podróżuję w swoim mieście. gdyby połączyć w całość wszystkie przebyte przeze mnie odcinki autobusowych szlaków, starczyłoby pewnie na okrążenie Polski trzy razy, po granicach. nie wybiegam dalej niż Polska. nawet państwa europejskie są zbyt odległe, zwłaszcza ich miasta. na przykład taki Berlin od lutego zawsze w planach, Barcelona na pocztówce od kogoś tam, Rzym na zdjęciach z pogrzebu papieża, Mediolan i Paryż z opowiadań, Praga z książek, Amsterdam z początku alfabetu, Portofino z nazwy, Wenecja z Opola, Lizbona bo Wizzair ma tanie loty, no i Santander, bo mi ktoś kiedyś powiedział.
bezczynność wpisuje w świat dominacji, więc dominując uświadamiam sobie, że tęsknię przede wszystkim za chłodnym podmuchem wiatru kiedy wysiadam ze spoconego autobusu.później droga do domu pozwala mi przez chwilę pogapić się na cienki pasek morza między plażą do której prowadzi, a brzegiem półwyspu helskiego, który mruga do mnie latawcami kite-sportowców. tyle wystarczy, żeby pamiętać.
Link 14.08.2008 :: 23:41 ko(1)
bez ciebie jestem tylko połową organizmu, który chce funkcjonować. to banał, ale czuję znudzenie i zmęczenie. po każdym telefonie mocny ucisk w gardle, który puszcza dopiero kiedy się rozpłaczę. z każdą chwilą podnosi się moje tętno, jak po wielu ulewach wzbiera woda w rzece - opada przez kilka tygodni.
Link 17.07.2008 :: 14:48 ko(2)
drzewo umarło. zasadziliśmy je dokładnie 28 miesięcy temu. to sporo czasu. jest mi przykro, ale z drugiej strony cieszę się, że nie muszę już dźwigać tego ciężaru, że to co dawno miało się zabliźnić, dziś już nie istnieje. czuję się jakbym wyzdrowiała po ciężkiej chorobie- mogę znowu lżej oddychać.
Link 14.07.2008 :: 20:51 ko(0)
Lipiec rozpoczął się kolejną wyprowadzką. Jeśli potrafię dobrze liczyć, a całkiem nieźle liczę do czterech, w tym roku to już czwarte z kolei przenoszenie rzeczy w inne miejsce Prowadzę koczowniczy tryb życia. Świetnie mieszkałoby mi się w Mongolii, oczywiście jeśli znalazłby się ktoś, kto by codziennie dostarczał mi litr coca-coli i paczkę fajek. Więc wakacje, oprócz trybu nicnierobienia przez cały dzień, zajmują myśli oscylujące wokół poszukiwań mieszkania i pracy, bo właśnie z tych dwóch ostatniego dnia czerwca zrezygnowałam.
Poza tym nie potrafię się nigdzie zadomowić, zagnieździć, udobruchać czterech ścian tak, żeby chciało mi się do nich wracać. Mam bardzo duży problem z udomowieniem miejsc. Miejsca są gorsze niż zwierzęta.
Ostatnio dostałam maila od Janka, który oznajmił mi, że spierdolił do Tasmanii, czyli na koniec Świata. Gratuluję i zazdroszczę. Spierdalajcie wszyscy, byle jak najdalej.
Link 10.07.2008 :: 20:55 ko(2)
grzeczne dziewczynki mają swoje domy. po prostu, wiedzą gdzie są. uparcie patrzą w sufit. te niegrzeczne mają dom w hotelu, od kilku miesięcy uparcie śpią w nieswoim łóżku. schodzą do łazienki trzy piętra w dół, przez skrzyżowanie i dalej, piętro w górę.
czy drzwi od domu bywają puste w środku? moje tak. hotel jest miejscem którego nienawidzę. hotel to tam, gdzie aktualnie nocują moje rzeczy. korale, kolczyki, torebki, pieniądze. gdzie ubrania zimują w głuchych ścianach z kartongipsu, dokumenty. świadectwa dojrzałości, tożsamości leżą dokładnie tam gdzie je pospiesznie upchnęłam, dokładnie tam gdzie nie pamiętam. w hotelu nigdy nie zamykam oczu. boję się ciasnej obcej przestrzeni. jeśli już tu śpię zapalam lampkę. z zapalonym światłem zawsze jest bliżej dnia, odpowiednio krótko, aby szybko spakować się i uciec, na drugą stronę barykady- piętro w dół, przez skrzyżowanie i dalej trzy piętra w górę.
Link 27.05.2008 :: 21:05 ko(1)